Co do zasady "OEM" to rzeczywiście - posłużę się określeniem z Postanowień licencyjnych Windows 10/11 - "oprogramowanie wstępnie zainstalowane na urządzeniu". Tyle tylko, iż - zgodnie z prawem UE - jeśli mam klucz i oryginalny nośnik lub klucz nabyty drogą elektroniczną (dotyczy to oczywiście sytuacji gdy występuję w roli pierwszego nabywcy - w wypadku kolejnych jest problem z weryfikacją tego czy to rzeczywiście był kanał ESD), to mam prawo przenieść taką licencję przekazując klucz i oryginalny nośnik kolejnemu licencjonobiorcy. Nawet Microsoft uznał, przynajmniej w części, to rozwiązanie czego dowodem są zapisy pkt 4 Postanowień licencyjnych.
W konsekwencji obecny "OEM" niczym praktycznie - przynajmniej na terenie UE - nie różni co do się od wersji BOX.
Wszelkie ograniczenia związane z przeniesieniem licencji dotyczą wyłącznie sytuacji, w której system był nie tylko preinstalowany, ale również klucz licencyjny został utrwalony w BIOS-ie przez producenta zestawu.
Tak więc, na dziś, sprawa z formalnego punktu widzenia wygląda tak: jeśli ten nieszczęsny produkt określany przez sprzedawcę jako OEM obejmuje klucz i oryginalny nośnik, to mogę go odsprzedać, darować, przenieść i będzie to działanie legalne.
Jeśli chcę kupić licencję ESD (elektroniczną), to powinienem upewnić się, że kupuję ją "z pierwszej ręki", bo tylko wtedy będę miał pewność, że to nie klucz "wyciągnięty" z jakiegoś używanego zestawu (do września ub. r. można było tak kupić klucz Windows 7/8 "odzyskany" np. ze sprzętu poleasingowego i sprzedawany jako "elektroniczny" dla Windows 10).
Jedna uwaga techniczna - polscy konsultanci Microsoftu w wypadku kontaktu w sprawie aktywacji "OEM" po przeniesieniu licencji ignorują zapisy tak Postanowień licencyjnych, jak i treść wyroków TSUE.
I to jest jedyny "argument" przemawiający za wydaniem tych kilkuset złotych więcej na wersję BOX.
Smutne.